Zakończyły się spotkania z rodzicami. Po ciężkim dniu, około 19.20, opuszczamy szkołę. Moja koleżanka i ja. Różnimy się doświadczeniem (ona ma go tyle ile ja lat w sumie) i sposobem wychodzenia. Ja wsuwam komputer do torby i idę do wyjścia. Ona zaś metodycznie układa dokumenty. Sprawozdania do czerwonej teczki i razem ze sprawdzianami do dużej wrzosowej torby. Podręczne wydanie ustawy i podręczną kopię programu profilaktycznego razem z laptopem i pocztą do czarnej aktówki. Jeszcze tylko buty na zmianę i opisy projektów i będzie można wychodzić.

Obserwuję ten proces wychodzenia i mam poczucie, że skoro tak się uwinąłem, to powinienem pomóc, ale nawet nie wiem jak się za to zabrać, gdzie jest metoda, jak to się pakuje wszystko. Koleżanka widzi moje zakłopotanie. „Ty to wszystko w tym komputerze masz. Jak ci się zepsuje to zostaniesz bez niczego.” – mówi.

„Nikt z Panów nie był w Peterburku? Chcecie może plan widzieć? Mam plan miasta w biurku.”

Zawsze gdy szukam jakiegoś artykułu, zdjęcia, tabeli zaczynam od moich dysków w chmurach. Przypomina mi się wtedy Telimena z „Pana Tadeusza”, ta kosmopolitka wszystko trzymałą w biurku. To legendarne biurko przychodzi mi na myśl, bo czymże innym jest Google Drive albo Dropbox? To jakby Telimena ciągnęła za sobą na sznurku owo biurko. I już bez wymówki, wszystkie te pamiątki podtykałaby rozmówcom przed oczy.

Podczas pracy w szkole często zbiera się wiele materiałów, które warto pokazać uczniom, a to artykuł z gazety, stronę internetową, broszurę muzeum. Spodziewam się, że po kilku latach kolekcja takich materiałów wypełnia całą szafę albo może nawet zaplecze. Przekonanie, że mam gdzieś tam w dokumentach coś co może się przydać wysyła na długie i frustrujące poszukiwania.

Gotowe do rozdawania

Materiały, które przechowuję na dyskach „w chmurze” są gotowe do udostępnienia. Treści zadań, prezentacje, teksty czekają tylko na dotknięcie i już mogą lecieć do uczniów. Podczas przygotowań do zajęć (zwłaszcza ze studentami) tworzę materiały, które łatwo będzie umieścić na dysku internetowym. Dzięki temu łatwo mi do nich wrócić kiedy ktoś złapie mnie na korytarzu i zapyta o zajęcia, które mieliśmy parę tygodni temu.

Po przygotowaniu treści np. zadania domowego wystarczy rozesłać je do uczniów danej klasy. Dzięki temu mam pewność, że każdy ma tę samą treść i materiały potrzebne do pracy. Unikam dzięki temu problemu, że ktoś nie dokładnie zapisał, albo nie wiedział co zrobić.

Z łatwością przychodzi wyszukiwanie materiałów dotyczących konkretnego tematu. W wyszukiwarkę dysku można wpisać słowo klucz, które pojawi się na przykład na kolejnej lekcji (np. agresja) wtedy wyszukiwarka pokaże te dokumenty, w których słowo agresja się pojawia. Dzięki temu nigdy nie zaczynamy przygotować do zajęć od zera.

Wszystko w jednym miejscu

Moi uczniowie często przesyłają mi prace zaliczeniowe drogą mailową. Czasem są to linki do ich dysków, czasem dokumenty (word, PDF). Umieszczenie ich w na moim dysku sprawia, że mam do nich dostęp niezależnie od tego gdzie jestem i czy mam pod ręką komputer. Ułatwia to sprawdzanie prac w tak zwanych „miedzy czasach” oczekując na kogoś, w kolejce, w pociągu. Dzięki temu mniej czasu umyka.

Uporządkowanie dokumentów, które otrzymałem od uczniów w folderach daje przejrzysty przegląd ich pracy w ciągu całego roku oraz pokazuje terminowość z jaką pracują. Łatwo jest pokazać uczniowi jak wygląda jego praca z mojej perspektywy. Na ekranie smartfona można szybko dotrzeć do jego zadania domowego, komentarzy, projektów.

Chwilowe trudności, które wynikają ze zmiany metody pracy, mogą zatrzymywać doświadczonych nauczycieli przed korzystaniem z rozwiązań chmurowych. Jednak już po kilku tygodniach okazuje się, że łatwość rozdawania materiałów i porządek w jakim są przechowywane sprawia, że powrót do wrzosowej torby pełnej papierów staje się niemożliwy