Dobry nauczyciel uczy i się…uczy

„Ktoś, kto nie pływa, nie nauczy pływać. Tak samo ktoś, kto się nie uczy, nie nauczy nikogo się uczyć. Bycie w stanie ciągłego uczenia się to lifestyle, który ma sens tylko wtedy, kiedy można go obserwować. Nauczyciel, który się nie uczy, jest po prostu niewiarygodny”.

Nauczyciel może posiadać nieskończoną wiedzę, wykorzystywać najnowocześniejsze technologie, być na czasie ze wszystkimi nowinkami z każdej dziedziny życia, a mimo nikogo nic nie nauczyć. Sytuacja niemalże niewyobrażalna, ale jednak prawdziwa.

Co w takim razie zawodzi? Odpowiedzi znajdziecie w wywiadzie Alicji Weikop przeprowadzonym z Maciejem Jonkiem.

Alicja Weikop: Czy jesteś nauczycielem z powołania?

Maciej Jonek: Żyjemy w czasach bez powołań, każdy powołuje się sam, na tak długo, jak chce. Jednak kiedy miałem 14 lat i ktoś w szkole poważnie zapytał mnie, czym chcę się zajmować powiedziałem, że będę psychologiem i będę miał swoją własną szkołę. Powiedziałem tak głównie z buntu. Nienawidziłem szkoły. Wiedziałem, że dzieje się w niej coś takiego, co mnie gasi. Czytałem wtedy „Inteligencje wielorakie” Gardnera i byłem przekonany, że wystarczy wdrożyć to, o czym on teoretyzuje i pilnować, żeby nikt uczniom nie przeszkadzał w rozwoju.

AW: Co najbardziej lubisz w swojej pracy, a co Cię w niej najbardziej denerwuje?

MJ: Najbardziej lubię uczniów, młodych ludzi i ich pomysły na świat. Lubię, kiedy poznają rzeczywistość i aż trzeszczą od galopującego rozwoju. Lubię też ten moment, kiedy człowiek, z którym pracuję jest w tym co mówię zasłuchany, zainteresowany, wchłonięty. Gdy patrzę w oczy człowieka i widzę, że świat się mu w głowie układa. Kiedy widzę, jak ludziom otwiera się umysł, rzeczywistość ich porywa. To mnie trzyma w ryzach, pcha do rozwoju i nadaje ton temu, co robię.

Najbardziej denerwuje mnie cisza, którą przykryty jest warsztat pracy edukatora. Ludzie gotowi są godzinami gadać o sposobie rozgrywania piłki przez zespół z kraju oddalonego o setki kilometrów od nich, ale nie mają pojęcia, co się dzieje z ich dziećmi w klasie.

AW: Czy nauczyciel też uczy się całe życie?

MJ: Uważam, że ktoś, kto nie pływa, nie nauczy pływać. Tak samo ktoś, kto się nie uczy, nie nauczy nikogo się uczyć. Bycie w stanie ciągłego uczenia się to lifestyle, który ma sens tylko wtedy, kiedy można go obserwować. Nauczyciel, który się nie uczy jest po prostu niewiarygodny.

AW: Jak radzimy sobie w Polsce z cyfryzacją nauczania?

MJ: W związku z tym, że szkolę nauczycieli z pracy z tablicami interaktywnymi i tabletami to mam ogląd sytuacji. Sprzętu jest dużo, zwłaszcza w państwowych szkołach biorących udział w projekcie Cyfrowa Szkoła. Nauczyciele z dobrą intuicją pokazują swoje rozwiązania, korzystają z narzędzi internetowych, wynajdują lub sami piszą aplikacje, są skuteczni i spektakularni. Są też tacy, którzy czwarte pokolenie uczą z tego samego pożółkłego kajetu, który wynieśli ze studiów. Są i tacy, którzy chlubią się ignorancją: „Ja tego Facebooka nie rozumiem”. W tym zawodzie chwalenie się ignorancją jest jak skradanie się w świecących się butach, albo mycie okien smołą.

AW: Jakie czekają nas jeszcze wyzwania w nowoczesnych szkołach?

MJ: Po pierwsze zmiana Ministra, bo obecna Pani Minister od początku kadencji zapowiada, że ona tylko na chwilę. Poza tym uważam, że trzeba zabrać się za problem uwagi pokolenia „Z”. Ci młodzi ludzie potrafią w polu uwagi utrzymać bardzo dużo różnych elementów, ogarniają całość. Jednak mają problem w zgłębianiu tematu. Co 10 lat jesteśmy o około 7 punktów IQ bardziej kompetentni poznawczo, jednak coraz słabiej u nas z pamięcią i głębokim rozumieniem relacji między obiektami. Musimy się zastanowić, czy doginamy na siłę umysły młodych ludzi do zgłębiania, czy też uczymy panowania nad całością bez konieczności zrozumienia głębi procesów.

 

Tekst pochodzi ze strony http://ekipa.tumblr.com/