Jak działa motywacja? Dlaczego tak jest, że postanawiam coś zrobić, mija czas, powtarzam sobie: „Zabieraj się za robotę”i nic się nie dzieje? Czy to znaczy, że nie mamy motywacji, że mamy słabą siłę woli, albo jesteśmy leniwi i tak w ogóle jest z nami coś nie OK? Na Facebooku ciągle ktoś chwali się sukcesami, pokazują jak świetnie idzie im projekt, jak odbierają nagrody, a u nas ciągle pusta kartka i wyrzuty, że dalej stoimy w blokach startowych, a reszta już robi drugie kółko. Odłóż na chwilę poczucie winy i popatrz na poniższe historie.

Ania
Budzik dzwoni. Nie da się tak zawinąć w kołdrę, żeby choć trochę go wytłumić. Tynk tańczy na ścianach, a u Ani w głowie trwa wojna. Ktoś mówi jej w myślach: „Wstawaj. Punktualność to wielka wartość. Najwięksi byli punktualni, cały Królewiec nastawiał zegarki do Kanta, zawsze był na czas i patrz ile osiągnął! Wstawaj leniwa krowo!”Jednocześnie drugi głos mówi: „Ciepło. Wygodnie. Miękko. Jak stąd wyjdziesz, tak nie będzie”.

Wojtek
Wskazówka na wadze zatrzymała się na liczbie trzycyfrowej. Po raz kolejny. W głowie Wojtka maluje się obraz: oto on, ubrany w sportowe ciuchy, ledwo dyszy, bicie serca zagłusza playlistę do biegania. Łydki go bolą, są tak napięte, każdy krok przynosi ból. Równolegle widzi przed oczami siebie, Wojtka zatapiającego zęby w hamburgerze. Cieplutka i chrupiąca bułka z sezamem ustępuje im bez walki, pod nią soczysty kawał mięsa, słodziutki ogóreczek bawi się smakiem z delikatną sałatą, sos łączy te doznania jak zachodzące słońce łączy dłonie zakochanych.

Bartek
Czuje już jak krzesło go uwiera. Jest nagle głodny i zimno mu. Przed biurkiem usiadł całe trzy sekundy temu. Czuje napięcie, mobilizację, towarzyszące mu od czasu porannego wyjścia na autobus. Jutro ma kartkówkę z historii. Już ma dość tego ciągłego spinania się, tej ślepej mobilizacji, tego łupania na oceny. Najchętniej pooglądałby koty w internecie i posłuchał ulubionej składanki relaksującej. Z drugiej strony wcale mu się nie uśmiecha kolejny wykład pani z historii na temat lenistwa, zaprzepaszczania szans. Nie chce zawieść taty, który ma nadzieję, że Bartek zostanie wielkim profesorem. Siedzi i zerka to na komputer, to na książkę.

‘”Papież, Bruce Springsteen, Ewa Chodakowska i ta paskuda, co jej wszystko zawsze wychodzi

„Mięczaki. Nie ma co rozczulać się nad sobą, trzeba się zabierać za robotę. Jeśli nie wstaniesz z łóżka, nie zaczniesz się ruszać, uczyć to nigdzie w życiu nie dojdziesz!”- można by to powiedzieć każdemu bohaterowi. Problem w tym, że oni już tak sobie powiedzieli, w głowach wyobrazili sobie jak takie słowa wypowiadają do nich ich mamy, Papież, Bruce Springsteen, Ewa Chodakowska i ta paskuda, co jej wszystko zawsze wychodzi. Mimo że te komunikaty padają w dobrej wierze, nie mają przełożenia na działanie. Dlaczego?

??????????????????
Przyjrzyjmy się sytuacji tych postaci. Co mają wspólnego? Otóż Ania, Wojtek i Bartek słyszą dwa głosy, widzą dwie sytuacje, patrzą na swoją okoliczność z dwóch sprzecznych stron. Z jednej strony widzą, co mają zrobić i uważają, że tak powinno być, trzeba wstać, iść biegać, uczyć się historii. Z drugiej zaś czują, że pociąga ich absolutne przeciwieństwo. Woleliby zostać w łóżku, najeść się pysznymi rzeczami, zrelaksować się. Te cele są sprzeczne i jak na złość występują razem. Dlaczego?

Nie chcę zanudzać nikogo psychologi i opowiadać o podświadomości, poznawczych konfliktach „dążenia-unikania”. Wystarczy, że powiem Ci, że w naszej głowie są dwie instytucje. Jedna jest odpowiedzialna za dynamiczne, precyzyjne i logiczne stawianie celów, kontrolę, ocenę. Druga jest odpowiedzialna za utrzymanie energii potrzebnej nam do funkcjonowania, pozostawanie w ciągłym ruchu, w zgodzie z możliwościami. Jedna jest trochę jak karabin snajperski. Potrafi dokładnie wycelować i wysłać pocisk z miejsca w którym jest do celu. Druga jest jak samochód, który ma stąd do tego celu Cię zawieść. Zobacz, czy w Twoim funkcjonowaniu pojawiąsiętakie dwa sprzeczne głosy. Jeden Cię mobilizuje, a drugi „rozkłada”.

Współpraca dwóch systemów – osiołka i rolnika

W naszym funkcjonowaniu często tak jest, że stawiamy sobie cel – wstaję o 6.00 codziennie, biegam dwa razy w tygodniu, dostaję same piątki z historii. Kiedy stawiamy sobie taki cel od razu głos zabiera druga instytucja, która mówi: „Ej! Droga do tego celu jest trudna, bolesna, wiąże się z wyrzeczeniami i ja wcale nie wiem, czy warto to wszystko przecierpieć, żeby zrealizować te cele.”Nagle dobry i sensowny cel nam brzydnie. „Może fajnie by było zawsze być na czas, ale trzeba się zebrać, umyć zęby, woda będzie zimna, tłok w autobusie. Po co mi to? Za godzinę będzie luz w autobusach, na spokojnie sobie dojadę, a przez pierwszą godzinę w pracy i tak nic się nie dzieje.”Instytucje negocjują ze sobą. Argumenty są logiczne – jak ten powyższy albo siłowe i czasem nawet agresywne: „Idź biegać, bo zejdziesz na zawał za pięć lat, baryło”Negocjacje takie mają na celu nakłonienie karabinu snajperskiego, żeby był trochę bardziej samochodem, a samochodu, żeby obudziła się w nim snajperska-karabinowość.

Staramy się narzucić sobie rygor, zmusić się do czegoś. Zgodnie z definicją motywacji: „zainicjować, przeprowadzić i zakończyć działanie”. Problem jest taki, że energia, która wtedy powstaje jest kierowana nie w to miejsce, gdzie jest potrzebna. Ładujemy układ „snajperski”benzyną, a do układu „samochodowego”sypiemy naboje. Takie traktowanie obu układów nie służy ich użyteczności w przyszłości.

Warto czasem pochwalić… samego siebie

Wyobraź sobie rolnika. Wstaje rano i ładuje wory z ziemniakami na wózek, wiąże osiołka do wózka i rusza do miasta. Przez całą drogę patrzy w niebo, liczy ptaki, szuka kształtów w chmurach. Kiedy wjeżdża do miasta krzyczy: „Ziemniaki, ziemniaki przywiozłem”, na co osiołek pod nosem: „Tak. Akurat. Ty przywiozłeś”. Podobnie podchodzimy do uczenia się. Ładujemy sobie zadania i chwalimy się ich wykonaniem, ale nie przykładamy większej wagi do tej cichej siły, która ciągnie tę pracę, która pozwala nam siedzieć nad książkami, szukać informacji i układać je w głowie. Zwróć uwagę jak rzadko zdarza nam się powiedzieć sobie w trakcie pracy: „O, ale ciężko pracujesz. Widzę jak ci trudno, a i tak się nie poddajesz, ciągniesz dalej.”Spytaj swoich uczniów, czy pochlebiają sobie podczas nauki za swój wysiłek. Ich wypowiedzi raczej przypominają głosy takich sprzedawców ziemniaków, którzy siedzą na wózku i narzekają, że osiołek tak wolno ciągnie. Nic dziwnego, że tym osiołkom trudno jest następnego dnia zebrać się i znów ciągnąć niewdzięcznika, dla jego korzyści.

 Nie możesz być cichym, pokornym osiołkiem

W systemie, w którym się wychowaliśmy zachęcano nas do kontrolowania naszych działań. Do bycia idealnym woźnicą. Poświęcanie uwagi nieświadomym motywom było zrównywane z rozczulaniem się nad sobą i słabością. Dlatego osiołek musiał iść w ciszy i jak najmniej dawać o sobie znać. Dzięki tej kontroli zyskuje się regularność i konsekwencję w działaniu, jednocześnie traci się elastyczność, zdolność do przekonania siebie do zmiany rutyny. Gdyby ów rolnik chciał któregoś razu sprzedać ziemniaki w innym mieście, jego osiołek położyłby się na drodze i nie ruszył z miejsca.

Pozostawanie w dobrej relacji ze swoim systemem nieświadomym pozwala na budowanie większej dynamiki w działaniu, dzięki niej podejmujemy nowe wyzwania. Może nie wystawimy osiołka w wyścigach konnych, ale z pewnością nie odmówi, gdy trzeba będzie zmienić trasę lub przewieść inny towar. Podobnie z naszą motywacją, jeśli będziemy się„zaganiać”do pracy i lekceważyć głosy systemu nieświadomego pewnie uda nam się pracować na takim poziomie, żeby w szkole nie utonąć. Jednak faktyczną naukę i rozwój możemy prowadzić tylko, gdy oba systemy współpracują.

Jak wspierać motywację?

Wybór zależy tylko od Ciebie

Zacznijmy od początku

Kiedy rozpoczynamy przygodę ze szkołą, kluczowe rzeczy dzieją się równolegle. Niemalże jednocześnie musimy poznawać literki, działania matematyczne i nauczyć się poprawnego warsztatu pisarskiego. Od samego początku buduje się nasz stosunek do nauki. Jeśli połączy się ona w głowie z wysiłkiem, wiszącą nad głową mamą, która powtarza przez zaciśnięte zęby: „Pisz ładnie”, albo z tym, że muszę dwadzieścia minut dziennie czytać historie, które w głowie nie składają mi się w całość to, dopóki mój układzik poznawczy nie dorośnie na tyle, żeby skierować moją myśl na to, jak myślę o uczeniu się, to będę niewolnikiem tego uczucia, tej niechęci do nauki. Zewsząd słyszeć będę niezadowolenie i opinie typy: „Musisz się nauczyć, bo pójdziesz do poprawczaka”. W tym okresie kluczowe jest, żeby zarówno nauczyciel jak i rodzic podjęli odpowiedzialność za zbudowanie pozytywnej motywacji do nauki, połączenie tego nudnego i żmudnego procesu z satysfakcją z pracy, zainteresowaniem dorosłych i bezpieczeństwem nawyku. Wyrobienia w sobie myśli: „Uczę się nie dlatego, że muszę, tylko dlatego, że jest piętnasta i to jest czas kiedy to się po prostu robi. Uczę się bo chcę, bo lubię.” Taki pozytywny nawyk później staje się podstawą do budowania pozytywnego obrazu siebie – jestem pracowity, systematyczny, terminowy.

Wgląd

To jest taki proces poznawczy, który polega na tym, że kierujemy naszą myśl na… naszą myśl. Poddajemy refleksji to, jak myślimy, działamy, co jest naszym motywem. Wglądowi możemy dać narzędzia, ramy do pracy. Ja w sytuacji trudności z realizacją naszych złożeń proponuję założyć istnienie dwóch instytucji tej „snajperskiej”i „samochodowej”, istnienie rolnika i osiołka, lub za Mają Stoch i Freudem istnienie systemu świadomego i nieświadomego. Z tym założeniem można przyjrzeć się temu co słyszymy w głowie, gdy zabieramy się za zadanie. Jeden głos to precyzyjny i dalekosiężny, elastyczny i logiczny system świadomy – karabin snajperski, sprawny rolnik. On mówi nam co powinniśmy, narzuca nam zasady i kontrolę, bezlitośnie rozlicza nas z działań niepodjętych. Drugi to wytrwały i skupiony na tu-i-teraz, uczuciowy i stały system nieświadomy – stary dobry Land Rover, pogodny osiołek, który może nie najszybciej, ale wytrwale ciągnie swój wózek. Często dzieje się tak, że te dwie instancje nie dogadują się. Jeden chce tego, co będzie po zrealizowaniu celu – nagrody, uznania. Drugi widzi gdzie jesteśmy, jak trudna będzie droga do tego, co system świadomy zakłada.

Wyznacz sobie cel. Taki, który naprawdę Cię pociąga

Żeby skorzystać z energii systemu nieświadomego trzeba zobaczyć taki cel, który będzie dla niego bardziej pociągający niż to, co ma tu i teraz. Jeśli Ania przyciągnie z pamięci to uczucie, które ma gdy jest punktualna, to uda jej się wygraćz polem grawitacyjnym łóżka. Jeśli Wojtek, gdzieś w środku chce tego uczucia, które się ma pod prysznicem po dobrym biegu, to założy te ujmujące męskości leginsy i pójdzie polatać po parku. Gdy Bartek odkryje w sobie, że chciałby (poza ocenami) mieć przekonanie o tym, że jest skuteczny i wytrwały, to posiedzi z podręcznikiem tak długo, aż uda mu się to odczuć. Żeby do tego dojść jednak trzeba poświęcić trochę czasu i uwagi oglądaniu siebie, sprawdzaniu co się we mnie dzieje gdy myślę o zadaniu. Nie chodzi o ten głos świadomości, tylko o to, co się dzieje pod nią. Trudność polega na tym, że system nieświadomy nie mówi w taki sposób, do jakiego przywykliśmy. Nie używa słów. Raczej komunikuje się emocjami, obrazami. Dlatego nie ma jednej metody na włączenie go do działania. Wojtka, być może, zachęci do biegania perspektywa stania pod prysznicem po biegu, ale Ania, do zabrania się za bieganie, może potrzebować wrażenia, które dają endorfiny przy wysiłku, albo tego czystego oddechu po piątym kilometrze.

Uświadom sobie, że jesteś wyjątkowy

Każdy ma swój motyw, gdzieś u podstaw skryty pod gadaniną świadomego umysłu. Żeby zaangażować system nieświadomy trzeba go odszukać, nazwać i postępować zgodnie z nim. Zatem w pracy nad motywacją ucznia, warto skupić się na dwóch elementach: na budowaniu pozytywnych skojarzeń z uczeniem się, oraz na wspólnym szukaniu głównego motywu w uczeniu się. Skojarzenia można budować różnie, na przykład odnosząc się do uczucia satysfakcji po wykonanej pracy, schlebianiu sobie w trakcie, dokumentowaniu swoich działań, tak, by na koniec tygodnia można było spojrzeć na wykonane rzeczy i powiedzieć sobie: „No, w tym tygodniu zrobiłem tyle. Jestem z tego zadowolony”. Ta metoda jest najskuteczniejsza w motywowaniu na początku przygody z edukacją i z wiekiem z wiodącej schodzi na pozycję uzupełniającą. Druga odnosi się do odszukania szczerego i wewnętrznego motywu działania. To trudne, bo trzeba przekroczyć granicę narzucania samokontroli i wejścia w obszar regulacji, który nie jest tak ostry i jednoznaczny. Może się okazać, że gdy zapytamy ucznia co jest jego głównym motywem w uczeniu się, usłyszymy: „Nic”. Jednak gdy z cierpliwością i wytrwałością wysłuchamy go, może się okazać, że ten uczeń ceni sobie spokój, czas na odpoczynek, rozrywkę. To wystarczający motyw żeby zacząć pracę nad sprawnym rozładowywaniem napięcia, lęku przed sprawdzianami wiedzy – jeśli poświęcisz czas na naukę to zyskasz spokój, bo zrobiłeś ile możesz. Teraz czas na odpoczynek.

Obowiązek może stać się przyjemnością

children-593313_640

Poświęcenie czasu i uwagi na odkrycie tego co jest prawdziwym motywem działania naszych uczniów sprawi, że nie będą musieli kontrolować się i zmuszać do pracy, czując w środku, że nie chcą jej, cierpią zajmując się nią, a ich prawdziwe możliwości się marnują. Jeśli pokażemy im jak szukać wewnętrznych motywów i regulowania swojego działania tak, by je osiągnąć, damy im narzędzie do tego, by czuć satysfakcję z działania i poczucie spełnienia. Jednak żadna z tych metod nie odbierze im konieczności ciężkiej i regularnej pracy. Osiołek i tak będzie musiał dowieść ziemniaki do miasta, ale może całą drogępsioczyćna swojego pana, albo z radością myśleć o chłodnym cieniu i pochwale od swojego współpracownika. Nasz uczeń może codziennie zmuszać się do nauki i przez cały czas spędzony nad książką krzyczeć w środku: „Nie chcę tego!”, albo systematycznie i z przyemnością iść w stronę poczucia skuteczności i pewności siebie.

Maciej Jonek

Photo credit: NickiMM / Foter / CC BY