Od kilku tygodni prowadzę w jednej z pierwszych klas licealnych lekcje na temat strategii uczenia się. Odkrywamy mechanizmy motywacji, pamięci i tak dalej. Dochodzimy do momentu, w którym należy się zastanowić nad tym, jak zorganizować sobie notatkę, żeby na jej podstawie dobrze się przygotować do sprawdzenia wiedzy.

Na środku sali jeden stół. Reszta rozsunięta tak, by można było swobodnie się poruszać. Klasa poznaje zasady gry Koncept. Są proste, podobne do kalamburów, uczestnicy przy pomocy planszy określają cechy haseł. Plansza i pionki stają się językiem komunikacji. Dzięki niemu próbujemy pokazać innym grupom hasła typu „Leonardo DiCaprio”, „Akwalung”, „Serce na dłoni” itd. Dzielę klasę na 5 grup. Zaczynamy grę. Powoli i spokojnie. Jednak po paru minutach w sali zaczyna się wrzawa, konsultacje, wskazywanie, tłumaczenie, uśmiechy. Jednym zależy na zwycięstwie, innym na pokazaniu najbardziej skomplikowanym sposobem najprostszej rzeczy.

Ta lekcja jest interesująca, bo łamie schemat,
każdy uczeń był zaangażowany

Przy pięciu grupach udało nam się zrobić dwie rundy, to znaczy każda grupa dwa razy pokazała wylosowane hasło. Po zakończeniu gry zastanawialiśmy się co trzeba umieć, żeby być dobrym w tę grę. Uczniowie od razu zauważyli, że Koncept wymaga umiejętności definiowania, oddzielania rzeczy ważnych od nieważnych, precyzyjnego prezentowania, poczucia humoru. Po wypisaniu tych umiejętności na tablicy, zastanawialiśmy się, do czego mogą się przydać. Uczniowie widzą, że mogą być potrzebne przy pisaniu sprawdzianów i sporządzaniu notatek. Uważają, że ta lekcja jest interesująca, bo łamie schemat, każdy uczeń był zaangażowany.

Okazuje się, że poza ćwiczeniem kompetencji koniecznych do precyzyjnego i efektywnego notowania udało się zidentyfikować, jakie elementy są dla uczniów ważne przy określaniu, czy coś im się podoba czy nie. Notowanie i uczenie się to konieczność nieinteresująca i unikana do ostatniej chwili. Uczniowie niechętnie podejmują wysiłek zgłębiania treści, których się uczą, nie wszyscy sporządzają notatki własne w domu, raczej opierają się na tym, co wynieśli z lekcji lub na podręczniku. W widoczny sposób utrudnia im to zaangażowanie się w naukę, bo nie są autorami treści, których się uczą, raczej jest im zadane nauczenie się niż samo uczenie się.

czy to nauczyciel jest odpowiedzialny
za zaangażowanie uczniów w pracę,
czy raczej to uczniowie powinni działać,
by być zaangażowanymi

Gdy pytam uczniów, czy gdyby przy uczeniu się w domu było zaangażowanie, poczucie humoru, precyzyjne definiowanie i łamanie schematu, to czy uczyliby się chętniej, słyszę, że oczywiście tak. Jednak gdy pytam o to, kto ma zadbać o te elementy słyszę raczej ciszę lub ciche sugestie, że nauczyciel. Tu powstaje ważny problem, czy to nauczyciel jest odpowiedzialny za zaangażowanie uczniów w pracę, czy raczej to uczniowie powinni działać, by być zaangażowanymi. Po której stronie stoi obowiązek działania? Jeśli po stronie nauczyciela to czas zrewidować warsztat i zastanowić się, jak wpływać na pracę uczniów w domu oraz modlić się, by kolejni nauczyciele, i później pracodawcy, tak samo dbali o zaangażowanie naszych uczniów. Jeśli po stronie ucznia, to czas oddać im odpowiedzialność za swój warsztat, a po naszej stronie jest towarzyszenie im w jego budowaniu, proponowanie metody, mówienie o uczeniu się jak o umiejętności takiej, jak choćby dodawanie, myślenie, gra w tenisa lub pływanie. Pozostaje nam również liczyć na to, że wypracowana samodzielność będzie dla naszych uczniów wystarczająca by stawiać czoła wyzwaniom, które postawi przed nimi rzeczywistość.

Maciej Jonek